:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Podium pierwszaków - podsumowanie Hungarian Baja

Rajdy terenowe i przeprawy 4x4, Podium pierwszaków podsumowanie Hungarian - zdjęcie, fotografia

Pierwsze zwycięstwo w cross country Mikko Hirvonena, pierwsze podium w Pucharze Świata Bryce’a Menziesa i pierwsze pucharowe podium Bartka Momota zdobyte u boku Mirka Zapletala – to bilans 6. rundy Pucharu Świata FIA w Rajdach Cross Country, jaką była rozegrana w miniony weekend Hungarian Baja. Z kolei w Mistrzostwach Europy FIM w Rajdach Baja na Węgrzech zadebiutowała Agata Stefaniak, która również znalazła się na podium – po raz pierwszy w swojej karierze wywalczyła je sobie w europejskiej klasyfikacji kobiet. Bardzo dobrze na błotnisto-kamienistych trasach Hungarian Baja spisali się także pozostali Polacy, a było ich tam wyjątkowo wielu.

AUTA
Stali bywalcy oraz obserwatorzy wiedzą, że znakiem rozpoznawczym Hungarian Baja jest błoto, duuużo błota. Na tym błocie niejeden zawodnik – z Nasserem Al-Attiyah na czele – kręcił efektowne piruety. I tym razem również błota było pod dostatkiem. Trasa tegorocznej Hungarian Baja składała się z 11-kilometrowego prologu, rozgrywanego w piątek i 148-kilometrowego oesu, dwukrotnie przejeżdżanego w sobotę i trzeci raz – w odwrotnym kierunku w niedzielę. Oprócz wspomnianego błota, zawodnicy musieli się zmierzyć także z licznymi przejazdami przez wodę, a także kamienistymi partiami, które sprzyjały łapaniu kapci i innym uszkodzeniom pojazdów. Na prologu dodatkowo przygotowane były specjalne hopki, na których organizatorzy postanowili rozegrać nieformalny konkurs lotów. Zwycięzcami tego konkursu zostali Marcin Łukaszewski i Magda Duhanik, którzy nie tylko popisali się efektownymi skokami, ale także świetną szybkością, gdyż to właśnie oni wygrali prolog, pokonując całą pucharową stawkę, z faworytem Mikko Hirvonenem na czele. Niestety tego rewelacyjnego wyniku nie mieli szansy powtórzyć w dalszej części rajdu, gdyż na pierwszym z sobotnich oesów zaliczyli rolkę, co zmusiło ich do wycofania się z rajdu: - Po prologu wiedzieliśmy jakie mamy mieć tempo na odcinkach, więc jechało się fajnie. Niestety na 30 kilometrze mieliśmy przygodę – jechaliśmy prosto, a pojawił się lewy skos i nie udało się już wrócić na drogę, auto stanęło bokiem i zatrzymaliśmy się na dachu. Liczyłem na to, że wróci na koła, ale niestety tak już zostaliśmy – mówi Marcin Łukaszewski. Załoga offroadSPORT pokazała jednak, że jest w stanie rywalizować ze światową czołówką cross country. Tą czołówką podczas Hungarian Baja były między innymi 3 załogi MINI All4 Racing – Mikko Hirvonen z Michelem Perin, Bryce Menzies z Peterem Mortensenem i Erik Van Loon z Wouterem Rosegaarem. Ten ostatni, holenderski duet na Węgrzech nie miał szczęścia – na trzecim oesie utknęli w rowie, a kilka metrów dali urwało im się koło. Tymczasem całkiem pewnie po swoje pierwsze zwycięstwo w cross country zmierzał czterokrotny wicemistrz świata WRC, Mikko Hirvonen waz z towarzyszącym mu bardzo doświadczonym nawigatorem Michelem Perin. Ta fińsko-francuska załoga wygrała wszystkie, za wyjątkiem prologu, odcinki specjalne, zapewniając sobie pewną wygraną w Hungarian Baja: - Jestem bardzo szczęśliwy z mojego pierwszego zwycięstwa w MINI i w X-raidzie. To był dla nas świetny weekend i wszystko szło perfekcyjnie. Nie spodziewałem się, że Hungarian Baja będzie tak wymagająca i trudna. Kiedy poznałem długości odcinków specjalnych, myślałem, że to będzie coś w stylu sprinterskiego rajdu, ale oesy okazały się bardzo techniczne, a przy śliskim podłożu pokonywanie ich zupełnie nie było łatwe – komentował Mikko Hirvonen. Fin rozpoczął swoją przygodę z cross country rok temu i z rajdu na rajd zdobywał kolejne cenne doświadczenia, a wraz z nimi także coraz lepsze lokaty. W tym sezonie dwukrotnie stawał już na podium Pucharu Świata – w Abu Dhabi Desert Challenge oraz Baja Aragon zajmował 3. miejsca. Tym razem, pod nieobecność największych rywali, jak Al-Attiyah (startował w tym czasie w Igrzyskach Olimpijskich w skeetcie, gdzie niestety odpadł już w kwalifikacjach), Vasiliev czy Al-Rajhi, Mikko miał szansę wreszcie wspiąć się na najwyższy stopień podium i tego dokonał. Na podium nie miał jeszcze okazji stanąć nowy, tegoroczny nabytek X-raidu, Amerykanin Bryce Menzies, choć był dość blisko w Emiratach, gdzie zajął 5.miejsce oraz we Włoszech, gdzie był 4. Również przed nim na Hungarian Baja otworzyły się drzwi do sukcesu i ten sukces w postaci 2. miejsca faktycznie przyszedł. W prologu amerykański duet Menzies / Mortensen zajął 6. miejsce, ale już pierwszy z sobotnich oesów, który ukończyli na 2. miejscu pozwolił im wyjść na pozycję wiceliderów, którą również po 2. miejscu na drugim przejeździe odcinka utrzymali. W niedzielę natomiast zanotowali 4. czas, ale to ostatecznie wystarczyło do zdobycia 2. miejsca w rajdzie. Natomiast o najniższy stopień podium bój stoczyli nasi faworyci, czyli czesko-polski duet Mirek Zapletal / Bartek Momot. Głodni sukcesu po niepomyślnym starcie w Silk Way Rally, na Węgrzech pokazali, co potrafią: - Dzisiejszy dzień kończymy na 3 pozycji. Było szybko, momentami bardzo szybko i często bardzo zdradliwie :) Hirvonen i generalnie Miniaki, absolutnie poza zasięgiem:) Mamy 16 sekund przewagi nad następnym zawodnikiem - lokalnym "kozakiem" z płaskich rajdów. Jutro 148km i się okaże...kto, co i jak ;) – meldował w sobotę wieczorem Bartek Momot. Wspomnianym lokalnym kozakiem był jadący BMW X6 RR Peter Osvath, któremu na prawym fotelu towarzyszyła Agnes Farnadi. Kozak kozakiem, ale za Mirkiem Zapletalem stały tutaj doświadczenie i… statystyki. Mirek pięciokrotnie stawał na podium Hungarian Baja, w tym w 2007 roku na jego najwyższym stopniu. Tym razem miał okazję zapewnić pierwsze podium Pucharu Świata swojemu aktualnemu pilotowi, Bartkowi Momotowi, i tak też się stało: - 6 rundę Pucharu Świata, czyli Hungarian Baja, kończymy na fantastycznym 3 miejscu w klasyfikacji generalnej 
Jednocześnie ta pozycja zapewniła nam wygraną w Mistrzostwach Węgier  !!! Brawo MY  - cieszył się Bartek. No jasne, że brawo!
Trochę mniej szczęśliwie zakończyła się rywalizacja polskich załóg T-dwójkowych, które na starcie Hungarian Baja stawiły się w liczbie 3. Najmniej miło ten rajd wspominać będzie Tomasz Piec, którego tym razem wspierał z prawego fotela „etatowy” pilot Roberta Kufla, Daniel Dymurski. Załoga po sobotnich oesach plasowała się na 6. miejscu w stawce aut seryjnych, ale nie udało im się ukończyć niedzielnego odcinka. Pozostałe polskie załogi, Mariusz Wiatr i Artur Szczygieł oraz Jarek Kazberuk i Robin Szustkowski, miały natomiast bardzo mocnych rywali w postaci aktualnej czołówki Pucharu Świata w grupie T2. I tym załogom niestety ulegli. Co ciekawe, układ podium był niemal identyczny, jak aktualna klasyfikacja pucharowa – zwyciężyli liderzy Pucharu, Yasir Seaidan i Aleksei Kuzmich, 2. miejsce przypadło w udziale wiceliderom - załodze Adel Abdulla / Jean-Michel Polato, zaś na najniższym stopniu podium stanęli Mohammad Al-Harqan i Nasser Al-Kuwari. Układ niemal identyczny, jak w klasyfikacji pucharowej, bowiem przed Hungarian Baja na 3. miejscu znajdował się Jarek Kazberuk, który wygrywał z Al-Harqanem jednym punktem. Niestety rywal mu tę pozycję odebrał, gdyż załoga Jarek Kazberuk / Robin Szustkowski ukończyła węgierską rundę na 5. miejscu. Pucharowe punkty, poza arabskimi konkurentami, załodze Forda Raptora odebrała także… polska załoga Wichura Rally Team w składzie Mariusz Wiatr i Artur Szczygieł, którzy zajęli 4. lokatę w T2 w Hungarian Baja. Dla załogi R-Six Team ten rajd był zatem nieco rozczarowujący z powodu nie utrzymanej 3. lokaty w Pucharze Świata, ale z drugiej strony w przeciwieństwie do zeszłorocznej edycji Jarkowi i Robinowi udało się go ukończyć: - Przed Hungarian Baja mieliśmy cztery główne cele. Ukończyć rajd i odczarować Węgry, zebrać punkty do Pucharu Świata, pojechać szybko i równo oraz nie uszkodzić samochodu. Wszystko udało się zrealizować, więc możemy być zadowoleni, jednak w każdej beczce miodu musi być łyżka dziegciu. Nasz bezpośredni rywal w walce o podium Pucharu Świata, Katarczyk Mohamad Al-Harqan był od nas szybszy i teraz przeskoczy nas w klasyfikacji cyklu – komentował Jarek Kazberuk. Podium w Pucharze Świata jednak nie jest jeszcze przegrane – pozostały bowiem jeszcze 3 rundy, w tym podwójnie punktowany OiLibya Rallye du Maroc, a także domowa runda naszej załogi, czyli nadchodząca wielkimi krokami Baja Poland.
Dużo pewniejszą pozycję w klasyfikacji Pucharu Świata FIA w Rajdach Cross Ciuntry na 3 rundy przed końcem zmagań ma natomiast nasza załoga z grupy T3, Aron Domżała i Szymon Gospodarczyk. Do Hungarian Baja stawali z pozycji liderów Pucharu , w dodatku z ogromną przewagą nad swoimi bezpośrednimi rywalami, Carlo Cinotto i Marco Arnolettim. Węgierskiej rundy Polacy co prawda nie wygrali, ale pucharowy cel został osiągnięty: - Jesteśmy już po Hungarian Baja, zdobyliśmy 2. miejsce w naszej klasie oraz 8. w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata! Cel osiągnięty, powiększyliśmy przewagę nad naszym głównym rywalem Carlo Cinotto. Mieliśmy również fajną walkę z miejscowymi kierowcami w bardzo szybkich Mosquito (200 koni, 700kg, sekwencja i RWD), niestety awaria paska CVT uniemożliwiła nam walkę o zwycięstwo, musieliśmy się zadowolić wygraniem ostatniego odcinka. Rajd był bardzo trudny dla nas oraz samochodu - dwie trzecie trasy prowadziło po bardzo dziurawych drogach czasami zamieniających się w czołgowisko, samochód trzeszczał niemiłosiernie a w interkomie nie raz słychać było nasze jęki... Nam najbardziej podobała się partia w lesie gdzie przez 50 kilometrów jechaliśmy zakręt w zakręt, a śliska nawierzchnia dawała bardzo dużo fun"u w czteronapędowym aucie – podsumowywał Aron Domżała. Cinotto i Arnoletti ukończyli rajd na 3. pozycji. Wspomniane Mosquity to jednoosobowe pojazdy, którymi w Hungarian Baja startowali lokalni zawodnicy, Zoltan Hangodi i Gabor Juhasz. Hangodi zmagań nie ukończył, natomiast sympatyczny i ogromnie waleczny Juhasz wywalczył sobie triumf w T3 w swoim domowym rajdzie. Węgier planuje start w Baja Poland, więc jego oraz tym razem naszych lokalnych bohaterów, Domżałę i Gospodarczyka, czeka kolejna potyczka na polskim gruncie. Warto też wspomnieć, że polska załoga Polarisa nie tylko świetnie spisuje się w obrębie grupy T3, ale także w pucharowej generalce, gdzie po Hungarian Baja znajdują się już na 7. miejscu.
Wśród ciężarówek na Hungarian Baja nie mieliśmy swoich reprezentantów, ale mieliśmy naszych znajomków – Czechów Martina Macika, Frantiska Tomaska i Michala Mrkvę, czyli załogę Liaza. Co ciekawe, Liaz już nie jest w kolorze, do którego przywykliśmy, czyli żółtym – teraz jest czarny. Wbrew powiedzeniu, że czarne auta są najszybsze, tej załodze nie udało się wygrać węgierskiej rundy, ale znaleźli się na podium, a konkretnie na najniższym jego stopniu. Co ciekawe, a zarazem dość przewidywalne, całe podium opanowali Czesi. W zasadzie bezkonkurencyjna była stawiana w roli faworytów załoga Tatry 815 w składzie Martin Kolomy, David Kilian i Rene Kilian. Wygrali oni niemal wszystkie oesy – jedynie na jednym ulegli wspomnianemu Macikowi. Macik natomiast dzielnie walczył o 2. miejsce z jadącym Tatrą Phoenix Davidem Vrseckim, któremu na pokładzie towarzyszyli Josef Kalina i Jiri Stross. Ostatecznie to jednak ta druga załoga okazała się szybsza i to jej w udziale przypadła 2. lokata w Hungarian Baja.
MOTO / QUAD / UTV
Podczas Hungarian Baja toczyła się także rozgrywka motocyklistów, quadowców i załóg UTV. Ta rozgrywka była podwójna, bowiem toczyła się w dwóch stawkach – Mistrzostw i Pucharu Świata FIM w Rajdach Baja oraz Mistrzostw Europy FIM w Rajdach Baja. Wśród startujących w MŚ motocyklistów faworytem był aktualny lider klasyfikacji, Francuz Xavier de Soultrait. W Hungarian Baja potwierdził on swoją mistrzowską formę, wygrywając wszystkie odcinki, łącznie z prologiem. Rywalom zupełnie nie dał szans, nic więc dziwnego, że jest zadowolony ze swojego występu w tym rajdzie: - Bardzo mi się ten rajd podobał. Na początku myślałem, że trasy są wybitnie szybkie i trudne, ale potem zaczęło mi się podobać. Byłem bardzo ostrożny, bo nie chciałem rozbić motocykla, gdyż zaraz po powrocie wracam do cyklu treningowego. To był dobry trening przed Rajdem Dakar – mówił Xavier de Soultrait. Z ponad 12-minutową stratą do swojego rodaka rajd ukończył wicelider klasyfikacji motocyklowej Mistrzostw Świata, Loic Minaudier, który dzięki zdobytym na wszystkich oesach 2. miejscom finalnie także wywalczył sobie 2. miejsce. W walce o 3. miejsce kolejny z Francuzów, Brice Barbier, starł się z reprezentantem San Marino, Alexem Zanotti. Teoretycznie to Zanotti miał większe szanse na sukces w Hungarian Baja, gdyż już stawał tu na najwyższym stopniu podium (2013 rok), jednak szybszy o nieco ponad 2,5 minuty okazał się Barbier, który po raz pierwszy gościł na tych trasach. Nieco ciekawsza i mniej przewidywalna była rywalizacja quadowców walczących w Pucharze Świata. Aktualny lider klasyfikacji, Oriol Vidal, zajął bowiem dopiero 3. miejsce, choć ledwiuteńko, gdyż poza prologiem nie ukończył żadnego z odcinków, ale startując do nich otrzymał kary ryczałtowe, które mu pozwoliły na to, by był sklasyfikowany. Jeszcze gorzej poszło zajmującemu dotychczas 3. pozycję w Pucharze Aldo Lamiemu, który wycofał się po pierwszym z sobotnich odcinków. Z kolei zwycięzcą rajdu został wicelider klasyfikacji, Włoch Amerigo Ventura, który po raz pierwszy w karierze startował w Hungarian Baja: - Nie powiodło mi się na prologu, ale na długim odcinku już wszystko poszło dobrze. Cisnąłem mocno, by powalczyć o pozycję lidera. Po zakończeniu rajdu mogę powiedzieć, że wygranie go wcale nie było trudne, w niedzielę skupiłem się jedynie na utrzymaniu tempa i frajdzie z jazdy – mówił na mecie Ventura. Po drugie miejsce natomiast sięgnęła jedyna kobieta w stawce quadowej Pucharu Świata, Francuzka Emma Clair Dumont, która naturalną koleją rzeczy również zdobyła maksymalną liczbę punktów w klasyfikacji kobiet, umacniając się w ten sposób na czele tej kategorii. Co więcej, Dumont wdarła się także na podium ogólnej klasyfikacji pucharowej, i to od raz na 2. miejsce. Na 3. pozycję spadł Oriol Vidal, zaś nowym liderem został zwycięzca Hungarian Baja, czyli Amerigo Ventura.
W całej motocyklowo-quadowo-UTVowej stawce Mistrzostw Europy w Rajdach Baja, zdecydowanym faworytem był legendarny quadowiec Jozef Machacek. I Czech nie zawiódł – pokonał dokładnie wszystkich „europejskich” konkurentów, a w łącznej klasyfikacji z quadowcami z Pucharu Świata ustąpił jedynie Venturze i to zaledwie o minutę. Aż o 17:46 Machackowi ustąpił najszybszy z motocyklistów FIM-E, którym był, zresztą co można było przewidzieć, Pedro Bianchi Prata. O to zwycięstwo Portugalczyk musiał jednak dość zażarcie powalczyć z Czechem, Rudolfem Lhotskym, który ostatecznie uplasował się na 2. miejscu ze stratą 5,5 minuty. Najniższy stopień motocyklowego podium Mistrzostw Europy wywalczył zaś sobie zespołowy kolega Bianchiego Praty, Włoch Fabrizio Fassolini. Nie powiodło się na Węgrzech zaś jedynemu zawodnikowi startującemu w kategorii Q1, którym był Polak, Paweł Otwinowski. Pierwsze miejsce w tej grupie miał praktycznie jak w banku, wystarczyło jedynie dojechać do mety. To się niestety nie udało – na OS3 quad Pawła odmówił współpracy, zmuszając swojego „jeźdźca” do wycofania się z rywalizacji. Quadowego honoru Polski broniła natomiast debiutująca w europejskich zmaganiach Agata Stefaniak, jadąca w grupie Q2. W klasyfikacji tej kategorii zalazła się jednak tuż poza podium, na 4. miejscu, ulegając wspomnianemu Machackowi oraz jego dwójce rodaków – Tomasowi Kubienie (2. miejsce) i Oldze Rouckovej (3. miejsce). Natomiast z tą ostatnią spotkała się na podium klasyfikacji kobiet, zajmując 2. miejsce, a jest to jej pierwsze podium w Mistrzostwach Europy i ogólnie pierwsze „kobiece” podium w karierze. Warto wspomnieć, że Agata do Czeszki straciła tylko niecałe 8 minut, z których znaczna część to… tankowanie, bowiem dysponująca większym bakiem Rouckova nie musiała się martwić na trasie o paliwo. Niemniej debiut Agaty Stefaniak w Mistrzostwach Europy można uznać za udany, choć był niełatwy: - To był bardzo ciężki debiut w Mistrzostwach Europy Hungarian Baja! Długie, szybkie i techniczne odcinki specjalne wymagały maksymalnego skupienia i ogromu siły! Problemy z quadem dodatkowo utrudniały mi jazdę – komentuje Agata. Dużo frajdy młodej Polce sprawiło nie tylko ukończenie tego trudnego rajdu, ale także rywalizacja z Czeszką: - Nie wygrałam klasy Kobiet na Hungarian Baja, ale mam ogromną satysfakcję z tego, że dałam z siebie 100%! Rywalizowałyśmy z Olgą Rouckovą na każdym OSie :) Czasy miałyśmy bardzo podobne, wygrało doświadczenie :) To była bardzo dobra nauka, którą wykorzystam na innych rajdach – mówi Stefaniak. Doświadczenie sprzyjało zaś innemu polskiemu zawodnikowi startującemu w Hungarian Baja w Mistrzostwach Europy. Mowa o naszym UTVowym „towarze eksportowym”, Tadeuszu Wiśniewskim. Co ciekawe, rywalizacja w tej kategorii okazała się wyjątkowo trudna i w zasadzie była walką o przetrwanie, bowiem żadna z załóg UTV nie miała na swoim koncie ukończonych wszystkich oesów. Rajdu w ogóle nie ukończyli Czesi Ladislav Zavrtalek i Ivo Sevcik, jedynie prolog i ostatni oes zaliczyli Bułgarzy Nikolay Gochev i Todor Hristov, sam prolog na swoje konto zapisał Włoch Stefano Cavaciuti (ale wystartował do wszystkich oesów). Ostateczna rozgrywka o prymat wśród UTV rozegrała się pomiędzy Tadeuszem Wiśniewskim i i Włochem Giammarco Fossa, którzy nie ukończyli tylko po jednym odcinku. Na tych ukończonych górą natomiast był nasz rodak: - Tegoroczne zawody nie obyły sie bez usterek. Podczas pierwszego odcinka mieliśmy awarię. Po przejechaniu 10km UTV stracił moc. Nie mogliśmy go uruchomić. Awaria była ta tyle poważna, ze nie dało się jej usunąć na odcinku. Byliśmy zmuszeni do zholowania sprzętu na bazę. Mieliśmy ogromny problem z odnalezieniem przyczyny awarii. Dzięki wsparciu ze strony Quad-Cartel, którzy udzielali nam wskazówek telefonicznych, oraz zaangażowaniu i pomocy Xtremeplus, po wielogodzinnym serwisie udało nam się wyeliminować awarię. W ostatnich kilku minutach dotarliśmy do parku ferme i dzięki temu wystartowaliśmy na drugi odcinek. Cały kolejny odcinek przejechaliśmy bez wspomagania kierownicy i ukończyliśmy go z 17min przewagą. W niedziele pokonaliśmy ostatni odcinek bez awarii. Pomimo zachowawczej jazdy na odcinkach, wygraliśmy. Jesteśmy zadowoleni oraz bogatsi o doświadczenia – na chłodno podsumowuje Tadeusz Wiśniewski. Dzięki temu z trudem wywalczonemu zwycięstwu Polak zaś umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji UTV Mistrzostw Europy, zatem warto było się pomęczyć. Niestety w tym roku naszym zawodnikom startującym w Mistrzostwach Europy nie dane jest rywalizować na własnym podwórku – wszystkie tegoroczne rundy rozgrywane są za granicą: za nimi już dwie rundy węgierskie i włoska, a kolejne rozegrane będą we wrześniu na terenie Portugalii i Bułgarii.

AM

Podium pierwszaków - podsumowanie Hungarian Baja komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się