Siemanko :) Pochwalcie się jaki był wasz początek przygody z offroad"em. Od czego zaczynaliście? Gdzie? Ile już od tego minęło? Kto was do tego przekonał albo czy to własna decyzja.
Ojj Panie - ale ruszyłeś temat !! Niektórzy to by musieli tutaj chyba książkę napisać. Ja zaraziłem się Patrolem terenowym a skończyłem poprzez parę innych na Dyskotece wyprawowej. Człowiek z czasem dojrzewa do jakiegoś ostatecznego rozwiązania. Kupuje ładne i świecące autko- pierwsze rysy... zbrojenia. Później test samego siebie i wytrzymałości i możliwości auta (drogo kosztuje ta lekcja) aż w końcu... jedni idą dalej drogą przepraw mocy i zbrojeń a drudzy - zaczynają odchudzać i modyfikować pod wyprawy. Ja jednak zdecydowałem się na drugą opcję (ale nie mówię ze pierwsza jest zła) i podróżuje.Nauczyłem się jednak jednego ... nie ma rozwiązań uniwersalnych i nie ma co się czarować kupując drogie gadżety że się uda. Trzeba się na coś zdecydować
Taa jak by tu zacząć. Było roku Pańskiego 1985 (+/-) samochód UAZ z demobilu->> była na nim zamontowana radiostacja więc tylko silnik na dobrą sprawę był eksploatowany. Miał nawet zamontowany drugi alternator->> po co to....??? Kosztował wtedy równowartość 38$. Nie powiem miałem dojścia. Potem zakup następnego i następnego->> na części bo np chłodnica, oczywiście wtedy, kosztowała w sklepie 5 mil. Tak 5 000 000 :) były takie pieniądze :) Z zakupem tego drugiego to była totalnie kuriozalna sprawa->> urwał się wiatrak i przebił chłodnicę (stąd wiem ile kosztowała nówka sztuka). Motałem od innych samochodów ale to nie to. Przypadkiem dowiedziałem się że pewien gospodarz pokłócony z żoną musi szybko sprzedać UAZ-a. Jadę tam,stoi pod jabłonką. Pierwsze kroki to otwarcie maski i zobaczenie jaka chłodnica. Jest OK a i opony o wiele lepsze niż miałem. Kupiłem go za .... właśnie 5mil. Blacha była słaba ale reszta jako przeszczepy poszły do tego którym jeździłem. Była też zmiana silnika na diesla bo "bęzynki" potrafił wypić i 25l/100. Ale jaka radocha ->> plandeka zdjęta,rurki też, szyba położona na maskę->> uśmiech motocyklisty :) Jak zaczynał padać deszcz w parę minut wszystko było założone. Sytuacja ekonomiczna taka jaka była->> sprzedaż wszystkich trzech UAZ-ów. W związku z pracą inne samochody->> plaskacze duży fiat,polonez,Nissan Sany itd itp.Teraz i na zawsze Mitsubishi Pajero->>Misiek ma u nas dożywocie i jest traktowany jak członek rodziny.Pierwszy wyjazd w teren->> no oczywiście że wkleiłem. Ci co mnie wyciągali zadawali pytania-->> jak ja tu dojechałem ;)Pierwsze rysy na lakierze. Pierwsza przeprawa wodna->> wielkie słowo-->> wody było do wysokości dolnego rantu felgi->> ogromne przeżycie :) Potem rożnego rodzaju zloty, czasówki. Po ostatniej czasówce decyzja->> koniec z czasówkami->> szkoda samochodu i naszych kręgosłupów. Wyprawy/przeprawy w nieznane bez ciśnienia i bez wstydu że nie dało się rady i powrót tą samą drogą.Miśka cały czas modyfikuję i przerabiam pod kątem turystyki, tak żebyśmy podróżując mieli wszystko to co ... lubimy mieć. Już sam do siebie mówię :) że mam "cenzura" w głowie ale jest to moja pasja, mój konik do czasu do póki zdrowie pozwoli. Patetyczne zakończenie :)
Siemanko :) Pochwalcie się jaki był wasz początek przygody z offroad"em. Od czego zaczynaliście? Gdzie? Ile już od tego minęło? Kto was do tego przekonał albo czy to własna decyzja.
Ojj Panie - ale ruszyłeś temat !! Niektórzy to by musieli tutaj chyba książkę napisać. Ja zaraziłem się Patrolem terenowym a skończyłem poprzez parę innych na Dyskotece wyprawowej. Człowiek z czasem dojrzewa do jakiegoś ostatecznego rozwiązania. Kupuje ładne i świecące autko- pierwsze rysy... zbrojenia. Później test samego siebie i wytrzymałości i możliwości auta (drogo kosztuje ta lekcja) aż w końcu... jedni idą dalej drogą przepraw mocy i zbrojeń a drudzy - zaczynają odchudzać i modyfikować pod wyprawy. Ja jednak zdecydowałem się na drugą opcję (ale nie mówię ze pierwsza jest zła) i podróżuje.Nauczyłem się jednak jednego ... nie ma rozwiązań uniwersalnych i nie ma co się czarować kupując drogie gadżety że się uda. Trzeba się na coś zdecydować
Taa jak by tu zacząć. Było roku Pańskiego 1985 (+/-) samochód UAZ z demobilu->> była na nim zamontowana radiostacja więc tylko silnik na dobrą sprawę był eksploatowany. Miał nawet zamontowany drugi alternator->> po co to....??? Kosztował wtedy równowartość 38$. Nie powiem miałem dojścia. Potem zakup następnego i następnego->> na części bo np chłodnica, oczywiście wtedy, kosztowała w sklepie 5 mil. Tak 5 000 000 :) były takie pieniądze :) Z zakupem tego drugiego to była totalnie kuriozalna sprawa->> urwał się wiatrak i przebił chłodnicę (stąd wiem ile kosztowała nówka sztuka). Motałem od innych samochodów ale to nie to. Przypadkiem dowiedziałem się że pewien gospodarz pokłócony z żoną musi szybko sprzedać UAZ-a. Jadę tam,stoi pod jabłonką. Pierwsze kroki to otwarcie maski i zobaczenie jaka chłodnica. Jest OK a i opony o wiele lepsze niż miałem. Kupiłem go za .... właśnie 5mil. Blacha była słaba ale reszta jako przeszczepy poszły do tego którym jeździłem. Była też zmiana silnika na diesla bo "bęzynki" potrafił wypić i 25l/100. Ale jaka radocha ->> plandeka zdjęta,rurki też, szyba położona na maskę->> uśmiech motocyklisty :) Jak zaczynał padać deszcz w parę minut wszystko było założone. Sytuacja ekonomiczna taka jaka była->> sprzedaż wszystkich trzech UAZ-ów. W związku z pracą inne samochody->> plaskacze duży fiat,polonez,Nissan Sany itd itp.Teraz i na zawsze Mitsubishi Pajero->>Misiek ma u nas dożywocie i jest traktowany jak członek rodziny.Pierwszy wyjazd w teren->> no oczywiście że wkleiłem. Ci co mnie wyciągali zadawali pytania-->> jak ja tu dojechałem ;)Pierwsze rysy na lakierze. Pierwsza przeprawa wodna->> wielkie słowo-->> wody było do wysokości dolnego rantu felgi->> ogromne przeżycie :) Potem rożnego rodzaju zloty, czasówki. Po ostatniej czasówce decyzja->> koniec z czasówkami->> szkoda samochodu i naszych kręgosłupów. Wyprawy/przeprawy w nieznane bez ciśnienia i bez wstydu że nie dało się rady i powrót tą samą drogą.Miśka cały czas modyfikuję i przerabiam pod kątem turystyki, tak żebyśmy podróżując mieli wszystko to co ... lubimy mieć. Już sam do siebie mówię :) że mam "cenzura" w głowie ale jest to moja pasja, mój konik do czasu do póki zdrowie pozwoli. Patetyczne zakończenie :)